Get Adobe Flash player

Arkham Knight! Promocja!


Od razu zaznaczę, że przed zagraniem w “Batmana” moja znajomość uniwersum ograniczała się do kilku odcinków z “The Animated Series”, filmów pełnometrażowych i gry “Batman: Zemsta”. Nie orientowałem się więc zbytnio w świecie Wayne’a i nie czekałem na grę z wypiekami na twarzy. Czytając zapowiedzi miałem ją za kolejną marną adaptację przygód bohatera komiksu, a więc za – bądźmy szczerzy – produkt nastawiony na szybki zarobek dzięki licencji. Jednak już pierwsze trailery sprawiły, że zacząłem się grą coraz bardziej interesować i w końcu złożyłem zamówienie przedpremierowe. Czy słusznie? Zapraszam do recenzji, z której się tego dowiesz.

Joker

Zacznijmy od tego, co najważniejsze – od fabuły. Gra zaczyna się, gdy Batman transportuje swojego nemesis – Jokera – do Zakładu Psychiatrycznego Arkham. Jest to miejsce, gdzie znajdują się najbardziej niebezpieczni przestępcy, mocno bronione i znajdujące się na osobnej wyspie. Nasz bohater podejrzewa, że Książę Błaznów nie dał się złapać praktycznie bez walki po nic. Postanawia więc eskortować go do jego “lokum”. Joker się uwalnia i zamyka Batmana w zakładzie. Nasz podopieczny musi więc uporać się z rezydentami Arkham – wśród których znajdzie się chociażby Posion Ivy, Killer Croc, czy Zsasz – oraz przywrócić porządek. Sama fabuła jest bardzo dobrze rozwijana, nie brakuje w niej zwrotów akcji i jej odkrywanie dostarcza niemałą przyjemność, więc pozostawię ją Wam do odkrycia, a sam przejdę do opisu kolejnego elementu gry.

W trakcie gry
Jest nim grafika. Wygląda ona bardzo dobrze, Zakład Psychiatryczny jest wykonany z wielką dbałością o szczegóły, podobnie jak modele postaci. Miejsce, w którym przyjdzie być Batmanowi zachwyca różnorodnością – od brudnego Zakładu Karnego począwszy, poprzez skąpaną w delikatnym świetle jaskinię bohatera, a na Ogrodach Botanicznych kończąc. Producentom gry – studiu Rocksteady – należą się duże wyrazy uznania za to, że zdołali oni stworzyć świat przekonywujący, zróżnicowany i realistyczny. W grze naprawdę są miejsca, gdzie gracz zatrzymuje się na moment tylko po to, aby podziwiać otoczenie. Graficy spisali się na medal.

Batarang

Udźwiękowienie stoi na równi, jeśli nie wyżej z grafiką. Okrzyki pokonanych przeciwników, dźwięk broni, pogłos w kanałach, szamotanie się peleryny Batmana podczas opadania – wszystkie te odgłosy brzmią bardzo realistycznie. Nie można też pominąć bardzo dobrze dobranych głosów postaci – Batmana, Harley Quinn, Poison Ivy oraz absolutnie rewelacyjnego i zdecydowanie najlepiej dopasowanego głosu postaci nie tylko w tym tytule ale ze wszystkich gier – Marka Hammlla jako Jokera. Bez tego aktora Joker nie byłby tym, kim jest. Panu Hamillowi udało się idealnie uosobić psychikę i zachowanie “Pana J.” – zmienne nastroje, spokój, po którym zaraz jest wybuch złości oraz absolutnie fantastyczny śmiech! Czapki z głów w uznaniu jego zasług. Na wyróżnienie zasługują często komentarze odnośnie naszych działań – straszące przeciwników, groźby, żarty.

Podczas walki

Przejdźmy teraz do czegoś, co w każdej grze jest bardzo ważnym elementem – gameplay’u. W “Batmanie: …” jest on podzielony na 3 części. Są to walka, eksploracja i skradanie. Co do pierwszego – jest on bardzo efektywnie wyglądający, płynny (dzięki nowatorskiemu systemowi Free Flow Combat) i daje dużo możliwości rozprawienia się z przeciwnikami. Podczas walki mamy możliwość skontrowania ataku przeciwnika, oczywiście wykonania zwykłego ciosu, rzutu wrogiem, brutalnego znokautowania go (skręcenie nogi, złamanie ręki, dźwignie są tu na porządku dziennym), łączenia gadżetów do “kombosów” – wszystko jest oczywiście odpowiednio punktowane, z premiami za ukończenie walki bez odniesienia obrażeń czy pokonanie przeciwnika jednym, płynnym kombosem w trybie wyzwań, o którym później.
Kolejnym składnikiem rozgrywki jest skradanie. Co interesujące, gra nie zmusza nas do przechodzenia danego fragmentu po cichu lub ofensywnie, a daje nam wybór. Jednak gdy widzimy, że wszyscy przeciwnicy mają broń palną, od razu chcemy ich unieszkodliwić po cichu. Tutaj z pomocą przychodzą gargulce pod sufitem, którymi nas protagonista może się przemieszczać z wykorzystaniem “linki z hakiem”, gadżety (np. wybuchający żel, którym możemy wysadzić ścianę za przeciwnikiem) oraz oczywiście możliwości cichego zdjęcia przeciwników samego Batmana. Elementy skradankowe dają nam poczucie, że jesteśmy łowcą, a nie zwierzyną, czego się obawiałem przed zagraniem. Tutaj wrogowie czują się zaszczuci, a Joker na bieżąco informuje ich, czy ktoś odpadł, czy nie. Prowadzi to do zwiększenia ich tempa bycia serc, szczególnie widocznego w trybie detektywa (o którym później), a także do trzęsienia się ich ze strachu i strzelania “na ślepo”. Kolejny element, którzy Panie i Panowie z Rocksteady wykonali śpiewająco.
Ostatnią częścią składową rozgrywki jest samo przemieszczanie się po terenie gry. Tutaj autorzy oddali nam do dyspozycji “wciągarkę”, dzięki której dostajemy się do wyżej położonych miejsc i przeskakujemy między gargulcami, wyrzutnię liny poziomej oraz oczywiście pelerynę, dzięki której możemy szybować. Często sporym wyzwaniem jest dostanie się do danego miejsca, aby zdobyć trofeum Riddlera – jedną ze “znajdziek”.

Trofeum
A tych w grze jest 240. Należą do nich wspomniane trofea Riddlera ale również kroniki Amadeusza Arkham (założyciela zakładu) oraz taśmy z przesłuchań pacjentów, dzięki którym dostajemy ich biografie, które możemy przeczytać w specjalnej zakładce. Podzielone one są na 3 części – Umiejętności, Fakty i Taśmy z Nagraniami. Taśmy te dostarczają nam bardzo interesującej wiedzy na temat historii postaci, ich motywów działań i psychiki oraz zaznajamiają z uniwersum osoby, które go nie znały. Kolejnym rodzajem “znajdziek” są wszelkie elementy związane z postaciami ze świata Batmana, które należy przeskanować. Może to być parasol, huśtawka, plakat – wszystkie te przedmioty mają z kimś związek i są sensownie powiązane z odpowiednią zagadką słowną (każda zagadka ma taki “rebus”). Wyzwaniem Riddlera są też – bezsensownie według mnie wrzucone – kłapiące szczęki, które należy zniszczyć batarangami. Skanować należy też zawieszone gdzieś, a widoczne tylko w trybie detektywa znaki zapytania.

Tryb detektywa
Wspomniany tryb detektywa to według mnie druga (po szczękach) wada gry. Sam w sobie nie jest zły, bardzo dobrze się z niego korzysta. Problem polega na tym, że za często. Przykładowo: szukamy kogoś, kto zostawił butelkę z bourbonem – skanujemy ją i idziemy za oparami alkoholu unoszącymi się w powietrzu. Skanujemy czyjś sejf i odciski palców – idziemy za śladami DNA, skanujemy laskę – za śladami DNA. Plus wspomniane wcześniej zagadki Riddlera – niestety, Rocksteady zbytnio wyeksploatowało ten element, przez co zwyczajnie może on nudzić. Co boli, bo gra jest bardzo dobra.
Batman
Ostatnim elementem, który chcę opisać jest Tryb Wyzwań. Są one podzielone na walkę oraz skradanie. Jest ich 16, po 8 na każdy tryb. Do zdobycia w każdym z nich są po 3 nietoperze – medale. Warunki ich uzyskania są różne. W walce należy po prostu zdobyć jak największy wynik przez łączenie uderzeń i tworzenie dużych kombosów. W skradaniu wymogi są już bardziej zróżnicowane: np. zrzucić 3 przeciwników w dół nokautując ich, dobić przerażonego wroga, powalić batarangiem dźwiękowym. Są to też wyzwania rankingowe, to znaczy, że za ich wykonanie z jak największą ilością punktów (walka) lub jak najmniejszym czasem potrzebnym na ukończenie (skradanie) otrzymujemy swoje miejsce w tablicy najlepszych wyników. Rywalizacja i śrubowanie wyników potrafi przykuć do gry na długie godziny.

Poison Ivy

Podsumowując, “Batman: Arkham Asylum” jest bardzo dobrą grą, dostarczającą mnóstwo zabawy, z rewelacyjnym klimatem i Trybem Wyzwań, który sprawia, że wraca się do niej jeszcze długo po jej ukończeniu. Ma ona bardzo mało złych stron, do których należy doliczyć krótki czas potrzebny na ukończenie – około 8 godzin. Jednak w tę grę warto zdecydowanie zagrać bez względu na cenę. Sam uważam ją za jeden z najlepszych tytułów, w jakie grałem.

Autor: Harrolfo.